niedziela, 2 grudnia 2018

Studia o problematyce płci - ujawniono fatalną pracę redakcji pism naukowych - co z tego wynika?




"Gender studies to głupota" - "przerażające że jest traktowana na wielu uczelniach jak prawdziwa nauka" .



Nie widzę tutaj możliwości wyciągania tak prostych wniosków. Sprawa ma wiele płaszczyzn, a to co kryje się pod frazą "gender studies" przybrało charakter bardzo pejoratywnie nacechowanego hasła, skojarzenia z polityką, ideologią. Tylko czy takie skojarzeniowe rozumienie realnie uderza w samą problematykę która stoi za "gender studies"?

Dobra to pobawmy się na szybko w analizę. To blog więc proszę wybaczyć kolosalne uproszczenia. Będę się bardzo streszczał.

Obszar 1: sam film, podcast.. Widzę tutaj dwa istotne elementy. Pierwszy to forma - śmieszkowanie. To nie jest prezentacja rzetelnie przeprowadzonego badania które coś ujawnia, ale chichotki śmiechotki. Nie było by w tym nic złego gdyby wnioski jakie zdają się wyciągać uczestnicy nie zakrawały o wytaczanie najcięższych dział hiszpańskiej karaweli. Więc bądźmy konsekwentni, albo śmiechotki i luz albo rzetelna analiza. Dodam tutaj jeszcze inną niekonsekwencję.. gostek sugeruje że usunięto go z uczelni bo sam był zbyt ścisły - zbyt rzetelny, twierdzi że chciał pokazać że w 'gender studies' przyjmuje się tezę a potem się ją uzasadnia - natomiast tutaj robi identyczną akcję. Zwłaszcza na poziomie podcastu - cały czas dobiera argumenty pod tezę a nie analizuje dane jakie zebrał i nie próbuje wyciągać porządnych wniosków... więc spytam się poetycko: JAK TO?
Druga sprawa sama treść - to sama akcja jaką przeprowadzili. Tu uważam wielka i szlachetna robota. Gdyby nie te śmiechotki wyszłoby z tego jeszcze więcej dobra i pożytku, ale i tak wychodzi niemało. Świetnie że Panowie obnażyli fatalne, nierzetelne recenzowanie artykułów w niektórych czasopismach, wspaniale że pokazują złe praktyki i głupotę z jaką można się spotkać w obszarach w których jej nie oczekujemy - nauka. I tutaj znów wracamy do kwestii tezy. Panowie mają pseudo-eksperyment czyli już co nieco do analizy, mogliby zrobić z tego niezły pożytek i mam nadzieję że zrobią, jednak to co robią tutaj w trakcie wywiadu niewiele wnosi. To taka woda na młyn. Ci którzy już 'wiedzą' mają swoje przekonania i niechęć do wgłębiania się ucieszyli się zapewne i utwierdzili w przyjętej uprzednio tezie. Cała reszta raczej nie skorzysta bo to zbyt błazeńskie i przysłania realne problemy które jak widać są i trzeba coś z nimi zrobić. Tylko co? Pewnie oczywiście - usunąć ta zarazę "gender studies".. serio? A co to w ogóle jest?
->
Nazwijmy to inaczej - nie korzystajmy z nazwy która nosi tak silne emocje i konotacje pejoratywne. Powiedzmy: "płciologia" tylko na potrzeby tego co dalej. Oczywiście samo zjawisko jako formę zinstytucjonalizowaną datuje się na lata 70-te XX wieku. Aby jednak rzetelnie podejść do tematu musimy sięgnąć źródeł problematyzacji zagadnień płciowości. Mówiąc zwięźle:

epoka wielkich odkryć geograficznych -> narodziny nauk przyrodniczych -> powstanie pierwszych badań o charakterze antropologicznym -> odkrycie że płeć to coś nieoczywistego, coś co w zależności od społeczności i kultury przybiera rozmaite formy, jednocześnie przy oczywistym obserwowalnym wpływie na wszelkie sfery życia społecznego, gospodarczego, politycznego i kulturalnego. Mamy tutaj do czynienia z badaniami jakie przeprowadzali podróżnicy i przyrodoznawcy od XVII wieku. Forma bardziej usystematyzowana to jednak dopiero wiek XIX i początek XX wieku. Jakkolwiek na to nie będziemy patrzeć nawet jeśli przez silne ideologiczne okulary i tak nie zmienimy faktu że jest to odkrycie naukowe. Mieści się ono jednak na pograniczu nauk przyrodniczych i kulturowych. Zagadnienia były badane stopniowo w ramach różnych nauk od językoznawstwa, poprzez nauki humanistyczne do nauk społecznych. Fascynacja zjawiskiem jest szczera nie tylko u rzetelnych obserwatorów stosujących metody badawcze, ale również u misjonarzy i przedstawicieli konkretnych ideologii i polityki. Można analizować dzienniki, zapiski, notatki i relacje jednych i drugich - i te barwne mocno subiektywne i te starające się przybrać formę intersubiektywnie komunikowalnych obserwacji. Stopniowo dochodzimy do lat 70-tych XX wieku i nasileniu się ruchów feministycznych. Pojawia się potrzeba wydzielenia samego zagadnienia z wielu nauk: antropologii, religioznawstwa, socjologii, psychologii, politologii - powstają 'studia o kobiecości' potem przeradzają się w 'studia o płci'. Można i trzeba zarzucać wszystko takim zjawiskom. Trzeba je łoić i atakować, krytykować i podchodzić do tego bardzo sceptycznie. Pod tym względem pseudo-eksperyment Petera Boghossian i Jamesa Lindsay jest wybitnie świetnym wydarzeniem. Tylko tak można zadbać o sensowność i rzetelność nauk opartych o metody jakościowe. Muszą za nimi stać ludzie wybitni, honorowi, etyczni i z wielkim wyczuciem - swoiści tytani nauki z dobrą intuicją badawczą i umysłem sceptycznym, ale jednocześnie dobrze wyedukowani, uzbrojeni w potężną wiedzę. Miałkość i lichość redaktorów i recenzentów pism naukowych nie sprzyja żadnej z nauk, a szczególnie naukom humanistycznym. Tutaj pełna zgoda i wielkie gratulacje dla autorów. Czy to jednak znosi problematyzację zagadnienia płci w kulturze, społeczeństwie, polityce i gospodarce? Nie sądzę. Odkrycie już się wydarzyło i nie ma żadnego powodu aby nadal go nie zgłębiać w celu opracowania i zrozumienia. Na tym polega właśnie nauka. Pytanie tylko jak robić to lepiej.

środa, 17 stycznia 2018

Naukowe awantury

Pewnego dnia bardzo miła i zaangażowana w świat nauki osoba przyszła do mnie z wielką nowiną.. Otóż jeden eksperyment w CERN który miał miejsce dokładnie wówczas gdy ta osoba była tam obecna wykazał że prędkość światła niekoniecznie jest stałą wartością. Osoba ta była zarażona ekscytacją obecnych wówczas w CERN fizyków. Starałem się uspokoić ta osobę i prosiłem aby przemyślała sprawę. Że to za wcześnie na wyciąganie wniosków. W efekcie doszło do intensywnej wymiany zdań i zostałem obrażony. No bo jak to.. kto śmie wątpić w autorytety? I to taki lichy człek jak ja. Tymczasem cnotą nauki jest wątpieniem, wątpienie w choćby największe autorytety - jednak wątpienie pokorne i szczere, poprzedzone także wiedzą lub przynajmniej odwagą do uznania jej braku.

Emocje w nauce są bardzo pożądane. Dzięki nim nauką zajmuje się znacznie więcej ludzi, nie tylko garstka tych którzy są skłonni do intelektualnego wysiłku bez wielkich uniesień.

https://youtu.be/9XjS4I4oQDY